Morderca, który sprzedawał ludzkie mięso i paski ze skóry! Przerażajacy biznes Karla Denkego!

W szafie wisiały podarte, pokrwawione ubrania, na parapecie leżało kilkadziesiąt dokumentów na różne nazwiska, a na stole i szafkach pełno było odartych z mięsa ludzkich kości. Poobcinane stopy, pokawałkowane ludzkie kończyny w trakcie zdzierania skóry. Na jednej ze ścian wisiały tuziny pasków, szelek i sznurowadeł z ludzkiej skóry, na podłodze stała maszynka do robienia mydła.

 

 

Seryjni mordercy mogą wydawać się być zmorą społeczeństwa amerykańskiego, jest to jednak bardzo mylny osąd. To prawda, że ich zbrodnie były najbardziej nagłaśniane, jednak w swoim bestialstwie europejscy wcale im nie ustępowali. O czym świadczyć może historia Karla Denke, który grasował na terenie ówczesnego Śląska, który w czasach powojennych należał do Niemiec.

21 grudnia 1924 na posterunek policji w Münsterberg, cichej mieścinie niedaleko dzisiejszego Grodkowa, wpadł zakrwawiony żebrak Vincent Olivier. Mężczyzna był przerażony i drżącym głosem powiedział policjantom, że niejaki Karl Denke chciał go zabić!
Vincent Olivier, był bezrobotnym czeladnikiem, przyjechał do Münsterberg (dzisiejszych Ziębic) 20 grudnia 1924 r. Mężczyzna przybył tu w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Pierwszą noc spędził w miejscowym schronisku, a następnego dnia postanowił zwiedzić okolicę i wypytać, czy ktoś nie miały dla niego jakiegoś zajęcia. Przechodniów prosił również o jałmużnę. Trafił na ul. Stawową 10, do domu Karla Denkego. Karl Denke pochodził z Kalinowic Górnych, niewielkiej wsi w powiecie ząbkowickim. Do Ziębic przeniósł się po śmierci ojca, gdy miał 25 lat. Za spadek, który po nim dostał, kupił tu dom. Część budynku wynajął, a sam zajął dwie izby. Był spokojnym, szanowanym obywatelem. Ludzie cenili go choćby za to, że bezdomnym i żebrakom oferował pomoc. A dzięki temu, że handlował mięsem i wyrobami ze skóry w czasie panującego wtedy w Niemczech kryzysu, nieźle sobie radził. Wtedy nikt jeszcze nie podejrzewał kim tak naprawdę jest spokojny mężczyzna. Bezdomnego również udało mu się szybko omotać. Obiecał mu dać 20 fenigów za to, że Olivier napisze mu list do brata. Mimo, iż było to trochę dziwne żebrak opierając się na solidnym wynagrodzeniu oraz dobrej opinii mężczyzny, zgodził się zostać na trochę w jego domu.

Dziwny List

Danke podyktował mu dość intrygujący wstęp „Adolf, ty tłusty bebechu…”. Słowa te tak rozbawiły Vincenta Oliviera, że zaczął się śmiać i odwrócił głowę w kierunku dyktującego mężczyzny. I właśnie ten gest uratował mu życie. Denke w tej samej chwili zamachnął się i zadał czeladnikowi cios motyką. Dzięki szybkiej reakcji rannemu Olivierowi udało się uciec oprawcy i dotrzeć na posterunek policji. Policjanci nie uwierzyli żebrakowi. Nic w tym dziwnego, Karl Denke był przecież znanym i szanowanym obywatel, miejscowy rzemieślnikiem i filantropem. Dobry ewangelik, na procesji nosił krzyż, pomagał bezdomnym i ubogim. Za swoją dobroduszność zyskał nawet przydomek „Ojczulek Denke”.
W odpowiedzi na skargę policjanci zamknęli Oliviera w celi, za włóczęgostwo. Zatrzymany jednak zaczął obficie krwawić, wezwany lekarz potwierdził, że rany są bardzo poważne i nie wyglądają na samookaleczenie. Komendant posterunku nie miał wyboru, musiał zatrzymać Denkego, przynajmniej do wyjaśnienia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here